Moje potyczki z COVIDem: odsłona pierwsza

W pisaniu tkwi Moc: to fantastyczny sposób radzenia sobie ze stresującymi uczuciami. Podobnie jak czytanie, pisanie jest korzystne dla wszystkich. Piszemy, aby usunąć bolesne obrazy. Pisząc to, co czujemy, nazywamy nasze lęki, rozpoznajemy je i stawiamy im czoła. Nic więc dziwnego, że wielu z nas, mierząc się z pandemią COVID-19, sięgnęło po pióro. Poniżej prezentujemy owoc takiej potyczki z koronawirusem.

„Moje potyczki z COVIDem”

Już od ponad roku nasze życie zmieniło się o 180 stopni – uczymy się i pracujemy zdalnie. Internet dla wielu z nas stał się jedynym łącznikiem z innymi ludźmi, a komputer czy telefon – czymś, bez czego nie da się normalnie funkcjonować. Idąc ulicą, nie jest łatwo w „zamaskowanym” przechodniu rozpoznać znajomego, a dystans zachowany od innego człowieka jest ważniejszy niż… dystans do siebie. Mówiąc krótko: nastały trudne czasy. Jednak drodzy Polacy, nie martwcie się – wirus, który opanował naszą planetę, po raz drugi postanowił wziąć chorobowe i udać się na wakacje. Po kilku miesiącach bycia „incognito”, trzeba przywyknąć do spacerowania bez maseczki. Kiedy wychodzimy ze znajomymi, uczucie towarzyszące temu wydarzeniu jest podobne do emocji, jakie towarzyszą przestępcy podczas opuszczania więzienia po roku odsiadki, a jedzenie w restauracji dla niektórych jest co najmniej niekomfortowe.

Ostatnie miesiące dostarczyły nam dużo emocji podczas różnorakich loterii, jakie zafundował nam COVID. Przedsiębiorcy brali udział w losowaniu, którego z nich biznes upadnie, rząd losował obostrzenia, jakie wprowadzi w życie, a zwykli ludzie, gdy poczuli się gorzej, losowali czy będą jeździć od szpitala do szpitala, od miasta do miasta bo nikt nie chce ich przyjąć, czy może czekać kilka godzin na pogotowie, w rezultacie witając świętego Piotra, gdyż nikt nie był  stanie udzielić pomocy. Problem ostatniej loterii może rozwiązać kolejna, ponieważ Ci ludzie, którzy nie mogli doczekać się przyjazdu karetki, być może nie mieli własnego środka transportu. Istnieje szansa, że jeśli się zaszczepią przeciwko koronie, to uda im się wygrać hulajnogę elektryczną, a nawet samochód hybrydowy! Forma zachęty ogłoszona przez rząd ma za zadanie zachęcić obywateli do szczepienia się przeciwko wiadomo czemu. Miejmy tylko nadzieje, że nie będą oni chcieli zwiększyć swoich szans na wygraną, przyjmowaniem ponadprogramowych dawek!

Optymistyczne spojrzenie na świat osób, które myślą, że dzięki szczepieniom pandemia się skończy, zniszczył Minister Zdrowia, mówiąc, że czeka nas czwarta fala, której towarzyszyła będzie nowa odmiana COVIDA, na którą szczepionka nie działa. Jako że nowa mutacja prosto z Indii razem z czwartą falą jest już w drodze do Polski, jak powiedział minister Niedzielski, możemy się domyślić, że nic się nie zmieni. Za jakiś czas znowu zostaniemy zamknięci w swoich domach. Co chwilę będą nowe odmiany wirusa, z Francji, z Dominikany, a może nawet ze Stumilowego Lasu (Hundred Acre Wood)? Miejmy tylko nadzieje, że chociaż jednemu szaremu Polakowi (i oczywiście szarej Polce!) w ramach loterii uda się wygrać milion złotych, a reszta po przyjęciu kolejnych i kolejnych dawek szczepionki nie zacznie świecić w ciemności.

Klaudia Koś
II rok MKJ