Wiersze Zofii Jędrzejewskiej

Bezimienna zmiana

Co robić jeśli jedyną rzeczą stałą, jest ciągła zmienna?

Za telefonem, pod maseczką, każda z nas jest bezimienna.

Wolisz zabłysnąć, czy we własnym cieniu się chować?

Każdy popełnia błędy – nie ma czego żałować.

Łzy widzą wszyscy, lecz nie prawdziwą rozpacz.

Chcesz poznać życie to uważnie popatrz.

Nie kontrolujesz uczuć, myślami nie kierujesz.

Jedyną rzeczywistością jest to, co teraz czujesz.

Bird

There was a bird

This bird was scared

He flew away

He saw the bay

He started to feel

The pain of the worms

He gets to kill

How come that he had felt the pain,

If he had gone so far away?

Ptaki, ludzie, ludzie, ptaki

Mam parę oczu i parę nóg,
A jestem człowiek, a nie jakiś Kruk.

Jednak jest we mnie jakaś ciemna strona,
A mimo wszystko, żadna ze mnie Wrona.

Czasami zaświeci mi złotem jakaś bryła.
A nie ma Sroki, co by się we mnie kryła.

Chciałabym uciec od obowiązków czasami.
Lecz nikt nie myli mnie z Kukułkami.

A gdy ma padać, to głowę trzymam nisko.
Ale do jaskółki wcale mi nie tak blisko.

Zimą uciekam przed mrozem i mrokiem.
Jednak to nie Bocianim chodzę krokiem.

Ludzie czy ptaki, różnica to mała.
Wystarczy, że ta rymowanka powstała.